Blog
maruda
bufon
bufon Maruda, cholera, palant, bufon, prostak, tłumok, cham, grafoman funkcjonariusz ubekistanu
47 obserwujących 455 notek 453092 odsłony
bufon, 12 kwietnia 2017 r.

Natolińczycy i Puławianie a Misiewicz

1421 17 1 A A A

Każdy kto jest ze średniostarszego pokolenia (określenie za Prezesem Polski) pamięta, kto to Natolińczycy i Puławianie. Że Natolińczycy to krew z krwi polskiej, co młodość na walce z okupantem spędzili, prawdziwi Polacy, którzy pejsom, Hubce i Czai się nie kłaniają, a i spadochroniarzy z Kremla zbytnio nie kochają. A Puławianie choć w jednej partii z Natolińczykami, jako inteligenci mieli się za tych z wyższej półki, lepszego sortu i lepszej części Narodu. I jednych i drugich łączyła partia, władza i pieniądze. Dzieliły zaś droga do władzy, ambicje i pieniądze. I jednych i drugich godził zaś Pierwszy Sekretarz oraz stosunek do Moskwy. Gdy minister puławianin chciał zaszkodzić lub osłabić ministra natolińczyka, wówczas doprowadzał do dymisji, albo awansu na np.: ambasadora na Kubie, protegowanego puławianina. Jakąś płotkę partyjną lub dyrektora departamentu. Gdy zaś dygnitarz natolińczyk chciał utrzeć nosa puławianinowi-wojewódzkiemu szefowi partii, wtedy zlecał jakieś śledztwo albo składał donosik na podwładnego puławianina. Ot, takie gry i zabawy partyjnych towarzyszy, które krwi potrafiły napsuć, ale prawdziwej krzywdy nigdy nie zrobiły.

Pół wieku minęło, a nic się w tej materii w Polsce nie zmieniło. Sekta smoleńsko-rydzykowo-skokowa kontra zakon PC, takoż bawią się w podchody. Podbieranie stanowisk, podkładanie świń, przejmowanie ministerstw, przemysłów, dymisje, awanse, premie, nagrody, medale. Wszystko w atmosferze niechętnej konkurencji, za fasadą zjadliwych uśmiechów i miłych słówek.

Dzisiejszy Mieczysław Moczar, wsławił się nie tylko wężowym językiem, luźnym stosunkiem do faktów i rzucaniem pomówień czy alternatywna fizyką, ale i bizantyjską świtą własnego stuosobowego legionu żandarmów. Cóż, życie wybrańcy Narodu jest w końcu bezcenne i warte każdej kwoty wydawanej na jego ochronę. Zwłaszcza, że było już narażone wespół z dumą własną, gdy w chwili próby z paniką w Smoleńsku wykrzyczał, że Rosjanie chcą ich wszystkich wymordować. Później zaś wracając do Polski musiał się zaryglować i zasłonić w pociągu, by nie namierzyli go snajperzy (za Witoldem Baterem). Gwoli sprawiedliwości nie jeden on tam wtedy spanikował, bo jak pięć lat temu przy okazji wcześniejszej rocznicy Gazeta Polska relacjonowała, gdy wieczorem na miejscy katastrofy zgasły na chwilę światła zasilane agregatami, coniektórzy pracownicy Kancelarii również spanikowali, że będą po ciemku mordowani przez Rosjan. Ale widocznie to kwestia światopoglądu tej elity.

Nie wiem, czy ówczesny Moczar miał swojego Misiewicza. Wiem że dzisiejszy Misiewicz nie różni się od tych ówczesnych ani kompetencjami, ani wykształceniem, ani zaangażowaniem, ani przesadnym wstydem czy przyzwoitością. Wiem, że mimo wszystkiego czemu jest winien, co zmalował, zmajstrował, wywinął, popełnił, nie dopilnował i co reprezentuje sobą, nie jego winą jest to, co mu większość jego krytyków zarzuca.

Nie jego winą jest to, że salutowali mu oficerowie. To wina oportunistów bez kręgosłupów, którzy nowej władzy chcieli się przy podobać i na pochlebstwach awansować.

Nie jest winą Misiewicza to, że za nic dostał Złoty Medal za Zasługi dla Obronności Kraju. To wina tego, który mu go nadał i wręczył.

Nie jego winą jest to, że jako dwudziestoparoletni rzecznik MONu wręczał dymisje generałom. To wina tego, który polskim generałom, polskiemu prawu, a i samej Polsce w ten sposób okazywał swój do nich stosunek.

Nie jego winą jest to, że bez wykształcenia i kompetencji obejmował ważne i wysokopłatne stanowiska rządowe oraz w firmach przez rząd kontrolowanych. To wina tych, którzy go tam delegowali i awansowali.

To w pierwszym rzędzie zaś wina Prezesa Polski (bo wszak nie Naczelnika, do którego lubi być porównywany). Tego, który pozwalał i tolerował nie tylko tego jednego Misiewicza i tego Moczara dzisiejszych czasów. Ale który tolerował, akceptował i awansował wszystkich pozostałych Misiewiczów, Moczarów i Dyzmy dzisiejszej władzy. Bo o stosunku do Państwa i Narodu tego, który państwowcem się mieni, świadczy chociażby fakt, że do wyjaśnienia pierdoły jaką były awanse i apanaże Misiewicza powołał… komisję… partyjną. W końcu nie po raz pierwszy w dziejach Polski (i nie tylko Polski) Partia to Państwo. I wszystko jak zawsze rozstrzygnie Pierwszy Sekretarz przy wsparciu Komitetu Centralnego Partii.

Myślisz Partia - mówisz Lenin. Myślisz Lenin - mówisz Partia.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

W zależności od humoru posiadacza tej strony, mogą być usuwane opinie i komentarze z niewybrednymi epitetami, kłamliwymi insynuacjami i chamskim językiem. Nawet jeśli cały komentarz byłby po linii autora.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Śmiem wątpić. Amber Gold gdy już się chwiało, najbardziej bronili ci sami, którzy bronili...
  • Zapewne. Mi zawsze żal "dziadków". Na tej samej zasadzie padają ofiarą metody "na...
  • W tym samym duchu pisano kiedyś (a politycy PiSu mówili) o SKOKach, że przez KNF próbuje się...

Tagi

Tematy w dziale Polityka